Obraz van Gogha
Obraz van Gogha Czerwone winnice w Arles doskonale uwidacznia związek artysty z pierwszym pokoleniem impresjonistów, mianowicie w sposobie, w jaki przedstawił zachód słońca. Lecz van Gogh nie zadowala się wrażeniem czysto wizualnym. Usiłuje ponadto dać wyraz odczuciom osobistym, całemu swemu zachwytowi i całej radości. Sympatia dla ludzi pracy łączy go z Milletem, lecz dla van Gogha praca nie jest jedynie ciężarem i przekleństwem. Żniwa są dlań świętem, istnym karnawałem barw - jak niegdyś u “chłopskiego” Bruegla. Postaci nie odtwarza van Gogh tak dokładnie, jak większość dziewiętnastowiecznych malarzy “wiejskich”.
Miewam… straszną potrzebę… czyż wypowiem to słowo?… religii. Wychodzę wtedy nocą i maluję gwiazdy.
Człowiek, którego na sposób impresjonistów maluje niewielką, błękitną plamą, nie zostaje jednak przezeń umniejszony, ale przeciwnie - włącza się do symfonii wszechświata. Van Gogh nie zmierza przy tym wcale do sentymentalnego upiększania chłopskiego życia: ukazuje ludzi znojnie pochylonych nad robotą i poddanych władzy przyrody. Ziemia zajmuje niemal całą powierzchnię obrazu, słońce jest wyolbrzymione i to poetyckie ujęcie przekształca wszystko we wspaniałe, barwne widowisko.
Złoty blask słońca stapia się z żółtym niebem, a żółte niebo z czerwienią winnic.
Błękit postaci, jako barwa dopełniająca, zdaje się wywodzić z ciepłych tonów liści.
Czerwona plama na dole, w rogu obrazu, niczego określonego właściwie nie przedstawia: jej czystość to tylko spontaniczny wyraz ekstazy i szczęścia.
Kolorystyczne działanie obrazu jest ogromne, a z malarskim wigorem grubo naniesione barwy wzmagają jego zmysłowy efekt.
Lecz i tu radość artysty miesza się z niepokojem. Żółte niebo, powiększone słońce, brak równowagi pomiędzy niebem i ziemią, widoczne szybkie tempo wykonania świadczą o wewnętrznych utrapieniach chorego już wtedy twórcy, od których nie mógł się oderwać nawet w najradośniejszych chwilach.


