Powakacyjna nostalgia
Naszła mnie dzisiaj taka okropna nostalgia. Nie wiem, co mam począć ze sobą i z tym dziwnym uczuciem towarzyszącym mi od rana. Na nic nie mam ochoty, nic najchętniej bym nie robił. Tak już chyba mam od zawsze, kiedy zbliża się każdego roku koniec września i początek października. Zaczyna się jesień. Polska jesień jest bardzo piękna, mimo że deszcze padają, że wieje wiatr raz silny raz średni. Jesień to specyficzna pora roku. Nie wiadomo jak się ubierać, ponieważ jeszcze zdarzają się ciepłe dni, kiedy słonce jeszcze ma ostatnie podrygi i nieśmiało się wznosi na niebie, ale najczęściej jest pokryte chmurami gęstymi jak budyń waniliowy. Takie mam skojarzenie.
Dzisiaj zostałem w domu. Opuszczam kolejny raz dzień wykładów na mojej uczelni. To nic, odrobię szybko zaległości, pożyczając notatki od koleżanki z akademika, bo ona zawsze robi je na bieżąco, nawet chodzi z dyktafonem. Ludzie to niektórzy się nudzą w życiu. Ja tam wolę inaczej rozpocząć nowy rok akademicki. Od początku października zacząłem swój rajd po klubach studenckich. Raz tu piwko, raz tam winko i tak leci mi czas studencki. Mieszkam obecnie na stancji z trzema kumplami, ale oni nie są z mojego roku, ani wydziału. Studiują na ASP, czyli Akademii Sztuk Pięknych. Lubię tych ziomków. Mimo, ze nadajemy na innych falach (ja jestem na trzecim roku ekonomii ze specjalizacją informatyka, a oni na pierwszym). Takie małolaty z nich, ale dogadujemy się. Wtajemniczam ich w życie studenckie. Pokazuje im życie nocne w naszym pięknym mieście. Stolica ma co oferować nowym studentom. Moi koledzy ze stancji, jak zobaczyli życie nocne, kluby, puby, atrakcyjne dziewczyny to im oczy zbielały od razu.
Pierwszego dnia, jak się poznaliśmy, to zabrałem ich nad morze moim szrotem. Auto gnało jak antylopa po autostradzie. Noclegi nad morzem już były, potem Gdańsk, Gdynia i Sopot – to była nasza trasa objazdowa. Przez weekend wybraliśmy sobie tanie domki nad morzem. To był wspaniały czas.


